Add to favourites
News Local and Global in your language
21st of November 2018

Kultura



'Red Dead Redemption 2'. Rzucić wszystko i zostać kowbojem [RECENZJA]

"GTA V" w trzy dni od swojego debiutu zarobiła miliard dolarów. To jedyna produkcja w całym światowym show-biznesie, która może pochwalić się takim wynikiem. Na drugim miejscu jest tytuł "Red Dead Redemption 2" tego samego producenta, Rockstar Studios, który w trzy dni zarobił 725 mln dolarów. Dla porównania - po tygodniu wyświetlania w kinach filmu „Avengers: Wojna bez granic” producenci świętowali wynik niższy prawie o 100 mln.

Czyżby Rockstar Studios znalazł złoty przepis na bestsellerowe hity? Liczby mówią tutaj same za siebie. Ich potwierdzeniem może być również fakt, że w niektórych sklepach w Polsce (i nie tylko) w dniu premiery zabrakło egzemplarzy.

Prace nad „Red Dead Redemption 2” zajęły osiem lat. Ale jeśli ma się w planach pół miliona linii dialogowych i 300 tys. animacji, do których zaangażowano ponad tysiąc aktorów, to trudno się dziwić. Imponująca numerologia przestaje jednak robić wrażenie, gdy przejdziemy do samej gry.

Sergio Leone byłby dumny

Zostajemy rzuceni w środek akcji, która zaczyna się w 1899 r., kiedy Dziki Zachód powoli odchodził w zapomnienie. Schyłek XIX wieku to w zasadzie mgliste wspomnienie ery Billy’ego Kida, Wyatta Earpa czy braci Dalton, kiedy stróże prawa i postępujący przemysł wypychały rewolwerowców na margines historii.

Doskonałym tego dowodem jest banda Dutcha van der Lindego, charyzmatycznego i zuchwałego przywódcy gangu, który w wykreowanym świecie po nieudanym skoku musi salwować się ucieczką. Ścigani szukają schronienia w zaśnieżonych górach.

Szeregi bandy zasilają nie tylko wytrawni strzelcy, ale również kobiety i dzieci, tworząc specyficzną rodzinę. Zastępcą szefa w grupie oraz bohaterem gry jest Arthur Morgan, człowiek z własnym, specyficznym kodeksem moralnym, najczęściej wyznający zasadę: najpierw strzelaj, potem pytaj. Z czasem zaczyna jednak widzieć pęknięcia w romantycznym obrazie gangu dowodzonego przez Dutcha. Sam Morgan nie jest skory do nadmiernego okazywania uczuć, a swoją prawdziwą naturę skrywa pod skorupą sarkazmu. Gdy przejmujemy stery nad bohaterem, to od nas zależy, jak postrzegać go będzie otoczenie.

Resztę długiej historii trzeba odkryć samodzielnie. Zbyt dużo tu niuansów i zwrotów, by komukolwiek psuć zabawę. Jeśli jednak jeszcze to nie wybrzmiało, podkreślmy - to nie jest opowieść lekka, łatwa i przyjemna. To brutalna i dosadna opowieść o ludziach z jednej strony bezwzględnych, z drugiej goniących marzenia o wolności.

Co równie ważne i nietypowe dla współczesnych gier wideo - fabuła nie galopuje na złamanie karku. Opowieść jest snuta powoli, stawiając sobie za wzór bardziej netfliksowe seriale aniżeli kinowe blockbustery. Zabieg ryzykowny, ale fenomenalnie budujący relacje z kolejnymi postaciami, z których każda ma własną, często burzliwą historię. W efekcie scenarzystom udało się zbudować na linii gracz - bohaterowie więź nieporównywalną z żadnym innym tytułem.

Diabeł tkwi w szczegółach

Nie brakuje opinii, jakoby „Red Dead Redemption 2” było „GTA V” na Dzikim Zachodzie. I choć oba tytuły mają cechy wspólne (olbrzymi, otwarty świat oraz mnóstwo aktywności), to takie określenie jest po prostu krzywdzące. Rockstar Studios podjęło niełatwą decyzję o zrobieniu gry totalnej. Podróż z punktu A do punktu B trzeba naprawdę przebyć (na koniu lub pieszo). Punkty szybkiej podróży, czyli po prostu powozy, są, ale jest ich niewiele i pojawiają się dopiero po dłuższym czasie. Jeżeli podróżujemy konno, musimy pamiętać, aby rumaka nakarmić i wyczyścić. Im częściej to robimy, tym większą więź nawiązujemy ze zwierzęciem. Dzięki temu nie zrzuci nas, gdy natkniemy się na grzechotnika ukrytego w trawie czy aligatora śpiącego na mokradłach. A ubłocony koń będzie jechał wolniej.

Zadbać musimy też o samego Arthura. Jeśli nie będziemy się myć, ktoś w końcu zwróci uwagę, że śmierdzimy. Z kolei przegłodzony bohater będzie się szybciej męczył. Warto pamiętać również o broni palnej, którą trzeba od czasu do czasu przeczyścić. Brzmi jak udręka i niepotrzebne przedłużanie rozgrywki? Nic bardziej mylnego. Każda z tych czynności jest przemyślana i buduje jeszcze większy realizm, a co za tym idzie - poczucie prawdziwej immersji. Miłośnicy symulacji mogą pójść o krok dalej i zupełnie wyłączyć minimapę wraz z podpowiedziami dotyczącymi drogi (podobny patent widzieliśmy przy okazji „Assassin’s Creed: Odyseja”).

Taką samą uwagę należy poświęcić obozowi (a raczej obozom), w których rezyduje nasz gang. Ludzi trzeba bowiem nakarmić: do wyboru mamy polowania lub łowienie ryb. Przydadzą się też kurnik, dodatkowe miejsca na konie, namiot z lekami, alkoholem czy amunicją. Wszystko oczywiście kosztuje, ale sposobów na zdobycie dolarów jest sporo.

Upolowane zwierzęta można oskórować, a zdobyte w ten sposób materiały sprzedać. Hazardziści swoich sił mogą spróbować w pokerze, blackjacku albo domino. Jeżeli jesteśmy na Dzikim Zachodzie, nie mogło również zabraknąć spektakularnych napadów na banki, pociągi, strzelanin czy bijatyk w saloonie ani dostarczenia do lokalnego szeryfa osób „poszukiwanych żywych lub martwych”. Musimy jednak uważać, by na jednym z plakatów nie pojawiła się nasza podobizna. Spokojniejszym, ale nie łatwiejszym sposobem wzbogacenia się może być też poszukiwanie ukrytych skarbów. Lista aktywności jest naprawdę długa i co najważniejsze, żadna z nich nie trafiła do gry bez powodu. Nie ma mowy o zapchajdziurach, każda z nich została przemyślana i ma swoje uzasadnienie, w dodatku przynosi mnóstwo frajdy.

Zwiedzaj i poznawaj

Krajobrazy przygotowane w w „Red Dead Redemption 2” to małe i piekielnie zróżnicowane dzieła sztuki z niewyobrażalnie piękną grą świateł (te mgły, te zachody i wschody słońca!), co rusz napotykamy losowe zdarzenia. Raz natknąłem się na zagubionego wędrowca, który miał ewidentny problem ze swoim koniem. Niestety, zakłopotany jegomość nie zauważył, że się do niego zbliżam, przestraszył się, krzyknął, płosząc przy tym swojego wierzchowca. Zestresowana zwierzyna kopnęła nieznajomego tak niefortunnie, że ten wyciągnął kopyta na miejscu, a koń pomknął w stronę zachodzącego słońca. Innym razem natknąłem się na trzech zakapturzonych jegomościów, którzy stawiali właśnie krzyż. Całość przypominała scenę wyciętą z filmu „Django” Quentina Tarantino. Koniec naszego spotkania był taki, że chybotliwa konstrukcja przygniotła dwóch nieznajomych. Takich wydarzeń w grze jest całe mnóstwo, ale nigdy nie trafiają się dwa takie same. Tym bardziej warto teren Dzikiego Zachodu eksplorować niespiesznie i samemu odkrywać ogrom niespodzianek przygotowanych przez programistów. Dlatego też nie warto korzystać z punktów szybkiej podróży, o których wspomniałem wyżej.

Ciekawostka - o ile graficznie "Red Dead Redemption 2" na PlayStation 4 oraz na Xbox One wygląda równie zachwycająco, o tyle płynność rozgrywki jest znacznie lepsza na konsoli Microsoftu. Różnica jest naprawdę odczuwalna.

Rysy na diamencie

Trzeba szczerze przyznać, że nie wszystko Rockstar Studios się udało. Grafika, w pejzażach zachwycająca, potrafi paskudnie wyglądać na zbliżeniach, zwłaszcza twarzy postaci.

Detekcja kolizji podczas jazdy konnej woła czasem o pomstę do nieba. Mnogość akcji, które Morgan potrafi wykonać, przełożyła się też na skomplikowaną klawiszologię, a mówimy przecież o grze testowanej na konsolach! Niejednokrotnie zdarzyło mi się, zamiast wyszczotkować konia, zdzielić go w zad. O tym, że wierzchowiec nie był zadowolony, nie muszę chyba wspominać. Przywołana detekcja kolizji też potrafi nastręczyć problemów. W jednej z misji konno przewoziłem rannego. Niestety, wierzchowiec nie zdołał pokonać niepozornie wyglądającego konaru, w efekcie czego lekarz zginął. Nieszczęścia dopełnili świadkowie, odczytując sytuację jako... morderstwo.

Najdziwniejsze, że wszystkie te niedoskonałości i chropowatości kompletnie nie wpływają na radość płynącą z gry, dodając im wręcz naturalności.

Jak ocenić taki tytuł jak „Red Dead Redemption 2”? To zadanie karkołomne, wymykające się jakiejkolwiek skali. Produkcja nie ma bowiem żadnej konkurencji i jest kompletnym doświadczeniem pokazującym, jak doskonałym i dojrzałym medium mogą być gry wideo.

Kapelusze z głów, mamy bowiem do czynienia nie tylko z najlepszym tytułem tego roku czy nawet obecnej generacji konsol - to jedna z najwybitniejszych gier w historii.

Ocena: 5/5

"Red Dead Redemption 2", premiera 26 października

Producent: Rockstar Games

Wydawca: Cenega

Gra dostępna na PlayStation 4 i Xbox One

Read More




Leave A Comment

More News

Głos Wielkopolski - Kultura

Wyborcza.pl - Kultura

Kultura w portalu Banzaj.pl

TVN24.pl - kultura, styl

Kultura

Kultura - Kultura i rozrywka

fakty.interia.pl

Disclaimer and Notice:WorldProNews.com is not the owner of these news or any information published on this site.