Add to favourites
News Local and Global in your language
19th of October 2018

Polska



„Państwo teoretyczne”. Jakie błędy popełniła Platforma?

Sprawowanie władzy w Polsce oznacza „grę o wszystko”, o dalsze istnienie, a nie jedną kadencję w parlamencie. Reszta jest zastępowana propagandą – pisze Bartłomiej Sienkiewicz w swojej nowej książce „Państwo teoretyczne”. Publikujemy jej fragment.

Strategie

„Silne państwo” jako flagowe zawołanie PiS-u jest odpowiedzią na zauważalny przez dekady proces wycofywania się państwa z wielu obszarów. Za część tego zjawiska odpowiadają naturalne procesy demokratyzacji po komunizmie – władza lokalna dla samorządów, inny system gospodarczy, rewolucja technologiczna upraszczająca komunikację. Ale część tego procesu dla Polaków miała charakter „ucieczki” państwa. Jeden z wybitnych naukowców młodego pokolenia opowiadał mi, że gdy dostał się z małego, prowincjonalnego miasteczka w centrum Polski na Uniwersytet Warszawski, to żeby dojechać na uczelnię, odebrać indeks i zacząć studia, musiał się poruszać autostopem, bo z jego miejscowości nie było jak dojechać do stolicy transportem zbiorowym. To lata 90., potem się poprawiło, ale moment nagłego „zaniku państwa” pozostał w pamięci społecznej. Problemy komunikacji publicznej, likwidacja urzędów – poczty, posterunku policji – niosły za sobą poczucie opuszczenia.

Niezależnie od tego, jak racjonalnie by uzasadniać te zmiany, niekiedy konieczne i naturalne, w krajobrazie Polski poza wielkimi miastami państwo – w oczach swoich obywateli – sukcesywnie się wycofywało. Równocześnie na szczeblu centralnym, „gdzieś w Warszawie”, stawało się coraz bardziej niezrozumiałe i obce. Ale też coraz bardziej bezradne wobec rzeczywistości. Cena utrzymania władzy rosła nieustanie od roku 2001 (odkąd władzę sprawują zintegrowane wokół przywódcy partie polityczne nowego typu), by teraz stać się głównym ciężarem rządzących, pozwalającym na bardzo niewielki manewr. Odtąd sprawowanie władzy w Polsce oznacza „grę o wszystko”, o dalsze istnienie, a nie jedną kadencję w parlamencie. Reszta jest zastępowana propagandą. W rezultacie PiS zagospodarował ten sentyment do państwa, jakiego już nie ma i nie będzie, ale nadal powraca w wyobrażeniach i wspomnieniach. Stąd decyzja PiS-u o przywróceniu 400 lokalnych posterunków policji. Posterunki dają ułudę bezpieczeństwa i nie poprawiają go, co wynika z danych zbieranych latami – rozpraszają siły policyjne i są marnotrawieniem środków. Jednak dla lokalnych społeczności mają istotne znaczenie symboliczno-sentymentalne.

Silne państwo i emocjonalne potrzeby

Kiedy byłem ministrem spraw wewnętrznych, zlekceważyłem ten wymiar emocjonalny. Reforma, jaką wtedy wprowadziliśmy (koncentracja sił policyjnych na szczeblu powiatowym), była konieczna i sensowna, niemniej można ją było przeprowadzić o wiele łagodniej, rozkładając ten proces na lata czy bardziej różnicując jej działanie w zależności od obszaru. Ale zdecydowało doświadczenie „braku ciągłości” państwa. Jeśli teraz jej nie zrobię, myślałem, i rozciągnę na lata, następcy zniszczą wszystko i nie będzie żadnej nowoczesnej policji. Więc trzeba się było spieszyć. Ten schemat stoi za wieloma reformami w Polsce – robionymi pospiesznie, często sensownymi, ale zawieszonymi w pustce w tym znaczeniu, że nieosłoniętymi żadnym powszechnym konsensusem wobec politycznej „gry o wszystko”. „Niecierpliwość reformatorów” jest skutkiem nieciągłości państwa i polityki, w której nie ma miejsca na aktywność ponad podziałami.

„Silne państwo” PiS-u ma jednak inny niż lokalny wymiar i to on decyduje o całości prawicowej strategii. To swoisty decyzjonizm, stworzenie wrażenia, że państwo działa zdecydowanie, mocno. W przemówieniach Kaczyńskiego, Szydło czy Morawieckiego ten manifest siły państwa często pobrzmiewa i zwykle jest połączony z krytyką poprzedników, którzy dopuścili do jego słabości. W istocie za rządów Zjednoczonej Prawicy nie zaszły żadne zmiany powodujące wzrost wydajności państwa, poprawę jego funkcjonowania. Dwuletnie reformowanie sądów i prokuratury nie skutkuje większą wydajnością tych organów ani poczuciem bardziej sprawiedliwego wymiaru prawnego państwa. Procesy decyzyjne są tak samo kulawe jak wcześniej, co częściowo zostało opisane w tej książce. Administracja nie stała się bardziej „widząca”, a centrum decyzyjne sprawniejsze. Bo strategia PiS-u nie zakłada reformy państwa, tylko jego zastąpienie. Zamiast państwa z jego regułami i procedurami tworzony jest system partyjny zamieniający państwo we władzę jednej formacji. W takim mechanizmie decyzje zapadają na górze i sprawnie przenoszone na dół odkształcają rzeczywistość nie poprzez nowe mechanizmy administracji i prawa, ale poprzez nagi „decyzjonizm” polityczny. Wywołuje to wrażenie sprawczości, ale nie powoduje, że Polacy żyją w lepszym państwie. Ta strategia świetnie się sprawdza w walce politycznej – czystkach personalnych, marginalizacji opozycji, utwierdzaniu swojej władzy, ale jest bezradna wobec szeregu zjawisk zewnętrznych czy dysfunkcji, jakie trwają od dekad. W finale państwo jest zastępowane partią. Jej przegrana, zgodnie z regułami demokracji, staje się równocześnie przegraną państwa, bo poza PiS-em ono już automatycznie nie będzie istnieć.

Wymiana kadrowa, prowadzona na wielką skalę, ośrodek decyzyjny poza strukturami władzy państwowej (Polską rządzi Kaczyński przy Nowogrodzkiej, a nie premier w Alejach Ujazdowskich i nie prezydent w swoim Pałacu Namiestnikowskim), marginalizacja Sejmu jako miejsca debaty i sporu, a nie rzucania wyzwisk – to wszystko przykłady wymywania państwa jako struktury niezależnej od jednej partii, służebnej wobec obywateli i mającej cechy trwałości. W dłuższym okresie, na przykład gdyby doszło do drugiej wygranej PiS-u i jeszcze jednej kadencji Zjednoczonej Prawicy, proces ten się pogłębi, a następcy staną przed dramatycznym pytaniem: jak wprowadzać swoją politykę poprzez państwo będące de facto w rękach pokonanego w wyborach przeciwnika politycznego. Niewątpliwe sukcesy rządów prawicy – wzrost ściągalności podatku VAT (a i tu są wątpliwości, czy nie mamy do czynienia z „operacją medialną”) i Rodzina 500 plus są zanurzone w sosie propagandy sprawiającej wrażenie, że państwo uległo magicznej odmianie jako całość. Tymczasem zmiana zaszła we fragmentach, a istota niesprawnego państwa pozostała taka sama.

Nie można mieć zaufania do czegoś, czego nie ma

Po drugiej stronie – opozycji – państwo nie jest ulubionym tematem. Tu strategia sprowadza się do jednego zawołania: „odebrać państwo PiS-owi”. Tak niedawne silne spory między lewicą a PO i Nowoczesną, między młodym pokoleniem a działaczami KOD-u, sprowadzają się do jednej kwestii: najpierw pokonajmy prawicę, a potem będziemy rozważać szczegóły. Na co oponenci z lewicy i „młodzi” odpowiadają: „Ale dlaczego mamy pokonywać PiS, skoro nie macie do zaproponowania nic w zamian?”. Jałowość tego sporu przykrywa pewien fakt, który świetnie by się nadawał na poważną debatę „Co po PiS-ie?”, tyle że nikt się nim nie przejął. Bo to nie całkiem prawda, że opozycja nie ma swojej strategii. Ma, i ogłosił ją chociażby na Konwencji Samorządowej PO Grzegorz Schetyna w październiku 2017 roku. Następnie powtórzono ją w programie dla samorządów, z którym PO idzie do wyborów w 2018 roku. Znalazł się tam jeden z najradykalniejszych pomysłów na państwo i jeden z najśmielszych pomysłów na redystrybucję. 

Schetyna w imieniu PO zaproponował likwidację urzędu wojewody i przeniesienie jego uprawnień na marszałka województwa. Chodzi więc o to, by państwowego urzędnika mającego nadzorować administrację na swoim terenie zmienić na wybieralnego partyjnie marszałka, samorządowca. To prawda, są kłopoty z określeniem roli wojewody. Reprezentuje on państwo, ma przydzieloną część administracji, z kolei część tzw. wydzielona podlega wprost ministerstwom centralnym. Ale wojewoda ma za zadanie koordynować całość. I jest ostatnim szczeblem państwa w terenie, nie licząc rozproszonej niżej cząstkowej administracji specjalistycznej (np. weterynarii, urzędów pracy itp., zwykle na poziomie powiatów). PO, chcąc zlikwidować ten urząd, w istocie wycofuje państwo do Warszawy, przerzucając większość obowiązków państwa w terenie na samorządy.

Ten model jest znany w Europie, czego przykładem są Niemcy lub Wielka Brytania, niemniej ustroje w wymienionych krajach funkcjonują w zupełnie innych warunkach społecznych i historycznych. Jeśli w Polsce mamy problem z państwem, jego wydolnością, jeśli wielu Polaków chce jego sprawczości, ale także tego, żeby państwo było blisko – to rozwiązaniem nie jest jego wycofanie do opłotków stolicy! Jeśli wyrażona na początku tej książki teza jest prawdziwa – obecny kryzys Zachodu to nie kryzys jakiegoś tam liberalizmu, ale kryzys państwa i władzy, który sprawił, że obywatele czują się opuszczeni i bezradni wobec nowych okoliczności – to receptą powinno być przywrócenie tego zaufania. Nie można zaś przywracać zaufania do czegoś, czego nie ma. A to jest w istocie propozycja PO.

Tsunami populizmu

I drugi postulat, redystrybucyjny: pozostawienie podatków CIT i PIT na poziomie samorządowym. Nie jestem ekonomistą i trudno mi ocenić wpływ tego rozwiązania na stabilność finansów państwa, ale warto się skupić na jego skutkach politycznych i społecznych. Przypływ gotówki do samorządów rozłoży się według tzw. bazy podatkowej, czyli liczebności firm i podatników w gminie. I tak w symulacjach wychodzi, że Warszawa uzyska gigantyczną kwotę 6,6 mld dochodu więcej, Kraków – 1,5 mld, a np. gmina w lubelskim czy warmińsko-mazurskim lub szczecińskim – góra paręset tysięcy. Czyli ci, którzy są już bogaci, dostaną olbrzymie kwoty i będą jeszcze bardziej zamożni, a ci, którzy mają mało, dostaną ochłapy. Tym ostatnim się powie, że przecież dostali dodatkowe środki, więc w czym problem... Co więcej, tą redystrybucją mają być objęte powiaty. To zaś oznacza, według wspomnianej symulacji, że „zwykłe powiaty” mające i tak niskie dochody dostaną resztki, a powiaty będące wielkimi miastami staną się pośród nich krezusami. Wprawdzie Schetyna mówił także o specjalnym funduszu solidarnościowym dla najbiedniejszych gmin, ale spełniałby tę samą rolę co socjal dla ubogich.

Żadne mechanizmy łagodzące, takie jak janosikowe czy proponowane w tym programie powiększenie kwoty wolnej od podatku przez samorządy, które mogą między sobą konkurować o podatników (łatwo zgadnąć, kto wygra – tylko wielkie miasta), nie zmienią niesprawiedliwości zawartej w tej propozycji. Nietrudno też przewidzieć jej skutki Pisałem o roli miast jako kół zamachowych rozwoju, ale ta propozycja jest przepisem na pogłębienie wszystkich podziałów między miastem a prowincją, przyspieszenie uwiądu małych ośrodków i gwałtownej emigracji do centrów bogactwa. Druga strona medalu: przed każdymi wyborami włodarze gmin, bez znaczenia, czy chodzi o miasto wielkie, czy średnie, będą powiększać kwotę wolną od podatku nie dlatego, że budżety miejskie na to pozwalają, tylko dlatego, żeby wygrać wybory. Tsunami populizmu, jakie przetoczy się przez wybory samorządowe w przyszłości, uczyni z narzędzia rozwojowego mechanizm czystej walki o władzę za pieniądze podatników.

Ale należy zaznaczyć, że redystrybucja środków z podatków CIT i PIT to generalnie ważny i być może kluczowy w przyszłości temat, który potraktowany w nie tak ekstremalnej formie mógłby być jednym z kół zamachowych dyskusji w Polsce, angażujących wiele grup społecznych. Na tym przykładzie można by wreszcie zacząć mówić o sprawach, które dotykają zwykłych obywateli, a nie samorządowe elity. Niemniej w tych dwóch postulatach programowych PO jest zawarta filozofia państwa, która w moim przekonaniu jest odwrotnością strategii mogącej zabrać elektorat populistom mamiących silnym państwem i sprawiedliwą redystrybucją.

Bartłomiej Sienkiewicz „Państwo Teoretyczne” Fot.: Arbitror

Fragment książki „Państwo teoretyczne”, Bartłomiej Sienkiewicz, Wydawnictwo Arbitror, Warszawa 2018

Śródtytuły pochodzą od redakcji „Newsweeka”.

Read More




Leave A Comment

More News

fakty.interia.pl

Wiadomości newsweek.pl

RSS Wiadomości.gazeta.pl

Wydarzenia Wprost 24: Kraj

Dziennik Bałtycki - Strona

Polska - Strona główna

TVN24.pl - wiadomości z

Disclaimer and Notice:WorldProNews.com is not the owner of these news or any information published on this site.