Add to favourites
News Local and Global in your language
19th of November 2018

Muzyka



Festiwal Jazz Jantar - część II - Nowamuzyka.pl

Za nami pierwsza część tegorocznej odsłony Festiwalu Jazz Jantar. 8 listopada rozpoczną się kolejne koncerty. Bądźcie tam!

Niedawno zapowiadaliśmy pierwszą część 21. edycji gdańskiego Festiwalu Jazz Jantar, teraz gorąco zapraszamy do zapoznania się z dalszą i znakomitą listą artystów, którzy wystąpią w Klubie Żak w dniach 8-18 listopada.

[embedded content]

Program:

8.11.2018 / G.19.00

– IRREVERSIBLE ENTANGLEMENTS / Avant Days

– JOSEF LEIMBERG/All That Jazz / pierwszy raz w Polsce

9.11.2018 / G.20.00

– GEORGE BURTON QUINTET Young America / pierwszy raz w Polsce

– VIJAY IYER SEXTET / Far from Over / All That Jazz

10.11.2018 / G. 20.00

– CHRIS PITSIOKOS CP Unit / Young America / pierwszy raz w Polsce

– MARY HALVORSON OCTET / Away With You / Avant Days / polska premiera

11.11.2018 / G.19.00

– VIBE QUARTET / Młoda Polska / premiera

– MAREK NAPIÓRKOWSKI / WAW-NYC / Polska Scena Jazzowa

12.11.2018 / G.19.00

– DILLALUDE / Iceland.NOW / pierwszy raz w Polsce

– AARON DIEHL TRIO / All That Jazz

14.11.2018 / G.19.00

– THE THING WITH FIVE EYES Noirabesque / Avant Days / pierwszy raz w Polsce

– EVANS/DAHL/PULVERIZE THE SOUND /Avant Days

15.11.2018  / G.19.00

– SNOWPOET / Thought You Knew / Young Britain / pierwszy raz w Polsce

– GREG FOX QUADRINITY / The Gradual Progression / Avant Days / polska premiera

16.11.2018 / G.20.00

– ROLLER TRIO / New Devices / Young Britain / pierwszy raz w Polsce

– JAMES BRANDON LEWIS TRIO FEATURING ANTHONY PIROG / Young America

 

17.11.2018 / G.20.00

– YAZZ AHMED / La Saboteuse / Young Britain / pierwszy raz w Polsce

– HAILU MERGIA / Lala Belu / All That Jazz / polska premiera

18.11.20018 / G.19.00

– JAMES HOLDEN & THE ANIMAL SPIRITS / The Animal Spirits / Avant Days

Hailu Mergia

Skomplikowana historia Hailu Mergii, która przedostała się szerzej do świadomości słuchaczy przy okazji premiery albumu „Lala Belu” stała się w środowisku muzycznych poszukiwaczy sensacją ostatnich miesięcy. W latach 60 i 70. Etiopski multiinstrumentalista i kompozytor był w swoim kraju gwiazdą. Jako lider czołowej wówczas w Addis Abebie grupy Walias Band regularnie grał w klubie muzycznym prestiżowego Hotelu Hilton, do którego uczęszczała miejscowa i zagraniczna elita – gdzie zdarzało mu się grać wielogodzinne jamy z artystami tej miary co Alice Coltrane, Duke Ellington czy Manu Dibango. Zaostrzająca się sytuacja polityczna i kryzys gospodarczy zmusiły w końcu Mergię wraz z zespołem do emigracji do USA. Kiedy muzyka Walias Band nie znalazła tam zrozumienia, osiadły ostatecznie w Waszyngtonie Hailu Mergia został kierowcą taksówki.  Przez dwie dekady, wożąc pasażerów między lotniskiem Dulles a miastem, w przerwach ćwiczył na wożonym w bagażniku instrumencie i wydawał nagrania na domowy użytek. Wtedy skontaktował się z nim Brian Schimkovitz z Awesome Tapes From Africa, który w 2013 roku wydał w swoim labelu jedną z archiwalnych taśm zapomnianego muzyka. Wówczas wydobyty z niebytu Hailu Mergia zaczął ponownie koncertować, a „Lala Belu” (nasza recenzja) to pierwsza od kilkudziesięciu lat nowa płyta 72-letniego dziś muzyka.

Muzyka grającego na akordeonie, melodyce i instrumentach klawiszowych Hailu Mergii przenosi wiele oryginalnych jakości Ethio-jazzu z lat 70. – i choć w dużym stopniu wszyta jest w nią swoista nostalgia, to jako że już w swoich czasach de facto wybiegała w przyszłość, dziś brzmi zaskakująco współcześnie. Charakterystyczne połączenie „leniwej”, relaksującej hipnozy klawiszy i akordeonu, niespiesznego pulsu kontrabasu i oszczędnej perkusji przeplata się z fragmentami inspirowanymi tanecznym afrykańskim funkiem oraz – zwłaszcza w sferze żywych, głębokich i płynnych melodii – high – life’m czy tradycyjną muzyką Etiopii. Doświadczony mistrz Hailu Mergia w towarzystwie sprawnego zespołu muzyków wraca na scenę czyli tam, gdzie jest jego miejsce a publiczność Festiwalu Jazz Jantar będzie pierwszą w Polsce, która usłyszy go na żywo.

–„Lala Belu” brzmi najlepiej, jeśli potraficie wyczuć radość twórcy powracającego do tego, co robi najlepiej. Najbardziej wyraźne jest to w ekscytującej zamykającej album „Yefikir Engurguro” – solowej kodzie, która brzmi jakby obfite łzy szczęścia spadały na klawisze pianina. Nawet jeśli nie ma się świadomości historii tej płyty, nagranie porusza bez użycia słów a mając na względzie lata tęsknoty i ciężkiej pracy które za nią stoją, można się zwyczajnie cieszyć, że żyjemy w tak ciekawych czasach – Josh Gray, „The Quietus”.

Yazz Ahmed

Fakt, że instrumentalistka i kompozytorka takiego kalibru, jak Yazz Ahmed dotychczas pozostawała nieco w cieniu rosnącej w siłę młodej brytyjskiej sceny muzyków jazzowych świadczy o tym, jak interesujące i bujne jest to środowisko. Kilka lat od ukazania się debiutanckiego albumu „Finding My Way Home” (2011) artystka spędziła w warunkach sprzyjających wymianie twórczej – w towarzystwie otwartych, kreatywnych muzyków, bazujących w Londynie. W tym czasie, zbierając doświadczenie grania w różnych, także odległych od jazzowego kontekstach (Yazz Ahmed współpracowała m.in. awangardowym gitarzystą Samuelem Hällkvistem, wokalistą Jackiem Peñate, art-rockowym składem These New Puritans czy nawet z Radiohead – jej trąbkę słychać na albumie „King of the Limbs”) pochodząca z Bahrajnu i częściowo tam wychowana trębaczka wykształciła oryginalny muzyczny język zdolny do oddania jej złożonej tożsamości. Wpisując się w charakterystyczny nurt obecny w obrębie nowej scenie brytyjskiej, którą w dużej części tworzą muzycy pochodzący z dawnych brytyjskich kolonii, artystka przenosi melodykę, bogate rytmy i skale arabskiego systemu maqam na grunt eklektycznego jazzu o współczesnym, świeżym feelingu, a bezszwowe połączenie obu wpływów ustawia Yazz Ahmed w jednym szeregu z liderem tej sceny Shabaką Hutchingsem z jednej strony, z drugiej – z twórczością artystów z innych części świata, takich jak np.

Amir El’Saffar czy Yussef Kamal. To jednak tylko nieliczni z artystów, do których porównywana jest Yazz Ahmed – nagrywaną przez cztery lata wydaną w maju 2017 znakomitą płytą „La Saboteuse”, którą artystka wyraźnie zaznaczyła swoją obecność na scenie jazzowej zestawiano z muzyką Johna Zorna, Flying Lotusa, Briana Eno czy z „Bitches Brew” Milesa Davisa. Takie porównania we wczesnej fazie działalności to honor, zwłaszcza że Chris May z allaboutjazz.com dodaje:  „Album Ahmed to nie podróbka żadnej z tych płyt – są tam rozległe pasaże, które w najmniejszym stopniu nie brzmią jak żadna z wymienionych (…) To wypowiedź na własnych prawach, w dodatku bardzo znacząca. Muzyka prawdziwie transkulturowa, zakorzeniona w tradycjach bliskowschodnich oraz jazzowych, jednak także stanowczo futurystyczna. (…) Kiedy pojawiła się „In a Silent Way”, jeden z wrogich krytyków starej daty określił ją jako „opiumową muzykę” (…) ale „La Saboteuse” to album afirmujący życie, nie zaś je negujący – nie tyle szkodliwie uzależnia ile oferuje warte rewizyty pocieszenie duszy.”

–W roku, który już obrodził w znakomite albumy jazzowe „La Saboteuse” z łatwością wskakuje na szczyt stosiku albumów jazzowych z roku 2017, których musisz posłuchać. To prawdziwe zaskoczenie, że mamy do czynienia dopiero z drugim albumem Yazz Ahmed – i pozostaje tylko roztaczać wizje na temat tego, jak brzmiały będą jej przyszłe projekty, jeśli we wczesnej fazie kariery produkuje takie arcydzieła. Jeśli „La Saboteuse” spotka się z należnym jej odzewem, Ahmed będzie chwalona jako wizjonerka współczesnego jazzu i najbardziej pożądany talent gatunku – Scott Murphy, heavyblogisheavy.com

Irreversible Entanglements

To zaangażowany, wolnościowy kolektyw łączący spoken word z free jazzem. Skład został powołany do życia na początku 2015 roku przez saksofonistę Keira Neuringera, poetkę Camae Ayewa (znaną też jako Moor Mother) i basistę Luke’a Stewarta, którzy wystąpili razem na imprezie Musicians Against Police Brutality zorganizowanej po śmierci Akai Gurley postrzelonej przez nowojorską policję. Kilka miesięcy później grupa do składu dołączył trębacz Aquiles Navarro i perkusista Tcheser Holmes, a pierwszy wspólny koncert tego składu został uwieczniony na ich debiutanckiej płycie. Wpisując się w bogatą tradycję muzyki zaangażowanej (która w związku z rosnącymi na świecie napięciami przeżywa ostatnio swój renesans) zespół łączy niespokojną, zadziorną i muzykę free-jazzową z oskarżycielską poezją Ayewy, traktującą o opresji, przetrwaniu i sile. Zważywszy na to, że jedyne dotąd wydawnictwo grupy zostało nagrane live, słowa dziennikarzy muzycznych można odnieść do tego, co będzie można przeżyć na koncercie Irreversible Entanglements podczas Festiwalu Jazz Jantar:

–Spoken word i wolna improwizacja nieczęsto współgrają ze sobą tak niezwykle, jak tutaj, gdzie każde słowo jest perfekcyjnie zestawione z instrumentalną frazą, gdzie nasilenie tego pierwszego rośnie i opada wraz z drugim I gdzie modulacja i schematy związane z płynnością narracji są komplementarnie związane, tak jakby były sobie przypisane od samego początku. Irreversible Entanglements obierają specyficzną perspektywę i mówią bez ogródek, a ich punkt widzenia rezonuje z mocą, która prześciga jednostkowe znaczenie I porusza kwestię protestu przeciw każdego rodzaju bezprawiu. To złoty standard protest-albumów – możemy przeczytać na blogu birdistheworm.com

– Mamy tu granie polityczne, granie pełne złości na okropny, ciemny, zły i kłamliwy świat, który oglądaliśmy cały dzień. Moor Mother wypluwa z siebie teksty dotyczące tzw. problemów współczesnego świata jak długi freestyle, czasem uciekając do katartycznego krzyku – jak w Enough. Towarzyszący tej nieprzyjemnej momentami ekspresji groove bywa dużo prostszy niż u Mamode’a, choć płynność linii basowych Luke’a Stewarta trudna byłaby do zastąpienia drogą programowania, a Tcheser Holmes pokazowe linie triolowych rytmów gra sobie jak gdyby nic na żywo. To pokolenie post-Coltrane’owskie, ale i pokolenie post-Dilla w równej mierze. W tym świecie, drogie szafiarki i szafiarze, Coltrane i Dilla to mieszkańcy jednej galaktyki – Bartek Chaciński, Polityka.

Recenzja Irreversible Entanglements na Nowamuzyka.pl

Vijay Iyer Sextet

Pianista i kompozytor Vijay Iyer należy do najjaśniejszych gwiazd na firmamencie współczesnego jazzu. Na miejsce wśród liderów najważniejszej i jednocześnie najbardziej bodaj kreatywnej sceny świata – tej w Nowym Jorku –  artysta zapracował owocną, trwającą już od ponad dwudziestu lat działalnością, a plastyczny język muzyczny który zdołał w tym czasie wykształcić daje mu możliwość swobodnej wypowiedzi w różnych odcieniach stylistycznych i kontekstach wykonawczych. Choć jednak czerpie z całego szeregu muzycznych inspiracji, Iyer przede wszystkim jest muzykiem z gruntu jazzowym, a jego bazowe projekty utrzymane są w formułach mogących poszczycić się długą w obrębie tego gatunku historią. Po spektakularnym sukcesie obsypanego nagrodami autorskiego piano trio, którym Vijay Iyer ostatecznie potwierdził swoją wielką klasę i które stało się jedną z najważniejszych współcześnie tego rodzaju grup na świecie pianista zdecydował się na sformowanie składu rzadziej na scenach spotykanego, ale w nie mniej klasycznym kształcie: grupy Vijay Iyer Sextet.

Sekstet pod wodzą Vijaya Iyera to zespół, który powinien pobudzić wyobraźnię każdego zainteresowanego dzisiejszą sceną jazzową słuchacza. Do zrealizowania swej artystycznej wizji na najwyższym poziomie pianista potrzebował partnerów pewnych, a zważywszy, jak istotnymi postaciami jazzowej sceny są niektórzy z nich, o Vijay Iyer Sextet można mówić jako o nowojorskim dream-teamie. W sekstecie Vijaya Iyera znalazł się więc Stephan Crump –  basista, który dał się poznać szerszej publiczności przede wszystkim jako stały członek Vijay Iyer Trio, ale mający za sobą także współpracę z postaciami takimi jak między innymi Mary Halvorson czy Ingrid Laubrock. Są również muzycy tak dla nowojorskiej sceny istotni jak saksofonista Steve Lehman i perkusista Tyshawn Sorey (na koncercie w Żaku zastąpi go Jeremy Duton) – twórcy, których autorskie albumy regularnie znajdują się w podsumowaniach branżowych mediów (podczas europejskiej trasy koncertowej Soreya zastąpi młody, obiecujący perkusista Jeremy Dutton). Sekcję dętą sekstetu uzupełniają członek m.in. Steve Lehman Octet Mark Shim (saksofon tenorowy) oraz syn legendy perkusji Roya Haynesa, Graham Haynes na trąbce.

Podwojony w stosunku do słynnego tria skład instrumentalny pozwolił pianiście na poszerzenie pola brzmieniowego, co dało Iyerowi więcej miejsca dla muzycznej kreacji i stworzenia bogatych, zniuansowanych kompozycji. Kompozycje te – w realizacji gwiazdorskiego składu – przekładają się na wysokiej klasy współczesny jazz o pogłębionym, pełnym brzmieniu. Nic więc dziwnego, że grupa spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem publiczności jak i krytyków. Vijay Iyer Sextet został okrzyknięty Zespołem Roku zarówno w ankiecie autorów magazynu Downbeat, jak i w podsumowaniu stowarzyszenia Jazz Journalists Association. Dodatkowo Downbeat uhonorował Iyera tytułem Jazzowego Muzyka Roku.  O wydanej nakładem monachijskiej wytwórni ECM płycie „Far From Over” Giovanni Russonello na łamach Downbeatu pisze:  „Jako improwizator Vijay Iyer bardziej zainteresowany jest tworzeniem solidnej struktury aniżeli prowadzeniem melodyjnej narracji. (…) Co więc zyskało mu tak szeroką aprobatę? Myślę, że ma to wiele wspólnego z balansem pomiędzy ugruntowaną mocą brzmienia zespołu a jego gładkim, pozbawionym tarcia flow (…) Jazzowe combo jest dla Iyera przestrzenią eksperymentu, podczas którego testuje granice między siłą kolektywu a indywidualnymi działaniami poszczególnych muzyków (…)”

„Jeśli szukasz jazzu jakim ma się stać – oto jest. Far From Over może brakować oczywistego mainsteamowego sznytu, ale solidność jego konstrukcji i pasja wykonawcza czyni z tej płyty faworyta rankingów na album roku 2017.” – dodaje Hank Shteamer z Rolling Stone’a a Matt Collar w portalu allaboutmusic.com pisze: „Szczególnie angażująca na Far From Over jest skłonność Iyera i zespołu do podejmowania ryzyka. Ostatecznie to balans pomiędzy interesującą harmoniczną eksploracją a brakiem wykonawczych zahamowań czynią z Far From Over album co najmniej ekscytujący.”

Evans/Dahl/Pride

Pulverize the Sound to trio stworzone przez intensywnie współpracującą, płodną i hybrydową scenę eksperymentatorów z Nowego Jorku. Trębacz Peter Evans (Zebulon, Peter Evans Quintet, ex Mostly Other People Do The Killing), basista Tim Dahl (Unnatural Ways, Barker Trio, Lydia Lunch Retrovirus) oraz perkusista Mike Pride (Drummer’s Corpse, From Bacteria to Boys, The Spanish Donkey) jako muzycy o bezkompromisowym, oryginalnym podejściu do kompozycji i improwizacji współpracowali z różnymi zespołami z ogromnej różnorodności „scen”, zawsze kończąc w miejscu gatunku trudnego do zdefiniowania. Wspólnie członkowie Pulverize the Sound współpracowali z Lydią Lunch, Evanem Parkerem, Frankiem Lowe, Mary Halvorson, Archie Shepp, Craigiem Tabornem, Weaselem Walterem, Johnem Zornem czy też Mickiem Barrem. Ich autorska muzyka to gęste, precyzyjnie wykonane i zaaranżowane przez całą trójkę kompozycje zawierające ściany hałasu, wyciszenia, improwizacje oraz repetytywne loopy, choć muzycy niczym się nie ograniczają, wskutek czego ich propozycja skutecznie wymyka się ścisłej kategoryzacji, a Pulverize The Sound udało się wytworzyć zindywidualizowaną estetykę odległą nawet od tego, czym poszczególni członkowie grupy zajmują się na co dzień.

Paul Acquaro z portalu Free Jazz Collective opowiadał : „Nieczęstą i wspaniałą sytuacją jest, gdy jako słuchacz nie jesteś pewien, co się właściwie dzieje, ale wiesz, że potrzebujesz tego więcej. Brzmienie – cóż – ścierało na proch: niekonwencjonalna basowa gra Dahla była jednocześnie melodyjna i perkusyjna, a przy tym gitara pełniła funkcję generatora białego szumu. Bębny Pride’a były mocą wielkiej wagi, a amplifikowana trąbka Evansa cięła ponad, pod i poprzez gęsty rytm. Historia wprost bezczelna i prawdopodobnie tak wstrząsająca i wybiegająca naprzód, jak prąca naprzód elektryczna muzyka innych trębaczy sprzed czterdziestu lat. (…)

Jeśli będziecie mieli szansę zobaczyć grupę na żywo – koniecznie z niej skorzystajcie. Bez wątpienia zmienili się w latach następujących po tym niezapomnianym koncercie z 2011 roku – ale wyłącznie na lepsze”.

James Brandon Lewis Trio

„Obiecujący młody muzyk z potencjałem do zdziałania wielkich rzeczy, rozbudzonym dzięki słuchaniu Starszych” – rekomendacja Sonny’ego Rollinsa brzmi jak pouczenie, niemniej 35-letni James Brandon Lewis już jest jednym z głównych kandydatów do objęcia schedy po wielkich saksofonistach ery tenorowych gigantów i ma po temu silne podstawy w postaci licznych płyt i słów uznania najważniejszych w jazzowej branży mediów. Jego „surowy, lecz zdyscyplinowany ton” oraz „niezależność” chwali New York Times, JazzWise pisze o „trudnym do zignorowania” brzmieniu jego grup a Ebony Magazine umieszcza go na liście “siedmiu młodych muzyków których należy obserwować”. Od sześciu lat mieszkając w Nowym Jorku wykorzystuje ogromne możliwości, jakie oferuje tamtejsze środowisko jazzowe. Saksofonista tworzy autorskie formacje oraz gra w doborowym towarzystwie, a lista muzyków, z którymi dzielił scenę obejmuje nazwiska niebagatelne – wśród nich są Ken Filano, Darius Jones and Jason Hwang, William Parker, Hamiet Bluiett, Hamid Drake, Ravi Coltrane, Jimmy Heath, Jamaaladeen Tacuma, Joe Lovano, Dave Douglas, Mark Ribot czy Anthony Coleman.

James Brandon Lewis jest przede wszystkim jazzmanem z krwi i kości: jego przesączona aurą uduchowionej wolności gra silnie czerpie ze spuścizny wielkich tenorzystów lat 50-tych i 60-tych jak i z muzyki gospel, niemniej jako twórca projektów autorskich saksofonista daleki jest od składania w ofierze swojej osobowości artystycznej w imię naśladowania swoich mistrzów. Horyzont muzyczny Jamesa Brandona Lewisa jest dużo szerszy, o czym publiczność Festiwalu Jazz Jantar mogła się przekonać w 2017 roku, kiedy artysta pojawił się na scenie Klubu Żak na czele zbuntowanego muzyczno-poetyckiego kolektywu Heroes Are Gang Leaders.

James Brandon Lewis Trio, w którym saksofoniście towarzyszą gitarzysta basowy Luke Steward i perkusista Warren Trae Crudup III to grupa, w ramach której muzyk kontynuuje eksplorację obszarów współczesnego jazzu inspirowanego wpływami zaczerpniętymi z innych gatunków – przede wszystkim z hip hopu, który wedle słów muzyka był w latach 90-tych wszechobecny, nawet jeśli on sam nie był częścią tego środowiska. O ile w zespole z Jamaladeenem Tacumą i Rudym Roystonem skupiał się na hip hopie w połączeniu z nowoczesnymi brzmieniami i liryzmem soulu (znakomicie przyjęty album „Days Of FreeMan” z 2015 roku), teraz nacisk położony został na groove, eksperymentalny jazz i rap z lat 90-tych. O wynikłej z takiego połączenia muzyce branżowe media napisały: „Młodsza ekipa nie jest może tak rozpoznawalna jak poprzedni współpracownicy Lewisa ale ich gra przemawia dobitnie – ziarnisty, funkujący bas elektryczny i energetyczne zagrania perkusyjne stanowią znakomite tło dla tenorowego szturmu Lewisa” – pisze recenzujący album „No Filter” dla portalu allaboutjazz.com Mark F. Turner. Cisco Bradley na łamach jazzrightnow.com dodaje na jego temat: „James Brandon Lewis Trio to elektryzujący, myślący do przodu współczesny jazzowy ensemble. ‘No Filter’ jest mocnym, dynamicznym setem przystępnych kompozycji zagranym z wysoką energią wykonawczą łączącą jazzową improwizację z siłą i ostrością wywiedzioną z estetyki rockowej.” a o tym, jakie wrażenie robi trio na żywo pisze:

“Lewis (…) pokazał swoją odwagę i wizję jako saksofonista i kompozytor. Od pierwszych sekund i w ciągu pełnych sześciu utworów utrzymywał głęboki, pełen emocji ogień tak, jakby zależało od tego jego życie. (…) Sekcja rytmiczna (…) zapewniła wyporność dla gorącego tonu Lewisa. Stewart wytwarzał złożone płaszczyzny ciemnej energii na których Crudup z oślepiającą szybkością wygrywał rytm: wszystko to w czasie, gdy Lewis utrzymywał grę o rzadko dziś widzianej intensywności”.

James Holden

Od niemal dwudziestu lat domeną Jamesa Holdena jest muzyka z kręgu IDM, trance i minimal techno, jednak ostatnimi czasy brytyjski producent podczas pracy twórczej coraz bardziej zainteresowany jest chropawymi brzmieniami i ekspresją muzyki free-improv. Niektóre z jej jakości przemyca w ostatnich albumach: o The Inheritors z 2013 roku Paul Clarke z portalu Residentadvisor.com pisał: „wygląda na to, że Holden próbował przy pomocy syntezatorów uzyskać brzmienie free-jazzowego ensemble’u”. Powołując do życia projekt The Animal Spirits Holden zdecydował się stworzenie pełnowymiarowej muzycznej hybrydy, spinającej brzmienia elektroniczne w spójną całość z akustycznym graniem żywego zespołu. James Holden & Animal Spirits proponują elektroniczny spiritual jazz, silnie czerpiący z ducha twórczości Pharoah Sandersa czy Dona Cherry’ego i nasączony inspiracjami i tonami wywodzącymi się z różnych odmian muzycznej psychodelii – od kraut rocka przez trance po tradycyjną marokańską muzykę Gnawa, którą Holden poznał kilka lat wstecz podczas podróży do północnej Afryki. Zwykle pracujący solo Brytyjczyk występuje w nowej dla siebie roli lidera zespołu w The Animal Spirits wspierany jest przez muzyków z kręgów avant-free-jazzowych: Marcusa Hambletta (trąbka), Étienne’a Jaumeta (saksofon) i Tima Page’a (perkusja).

– Nie chcę pisać, że The Animal Spirits to opus magnum holdenowskiej twórczości, bo nie mam w zwyczaju stawiania kropek nad i, ale ten album jest dla mnie pewnego rodzaju dotykaniem transcendencji, dojrzałą redefinicją muzycznej przeszłości Jamesa i imponującym – prawdę mówiąc nawet nieco obłąkańczym – popisem otwartych głów szóstki niesamowitych artystów. Holden rozwleka pojęcie transu jako gatunku i stanu świadomości, daje przestrzeń dla doświadczeń pozazmysłowych i przynajmniej nie zmusza mnie już do tańczenia – Adela Kiszka, porcys.com

– Swoista nieporadność i chaos są integralnymi elementami tej muzyki. Nieważne, jak poluźniony jest rytm, i jak nieuchwytny swing, fundament “folk-trance’owej” misji Holdena pozostaje autentyczny. Skok, który Holden wykonał od czasu The Inheritors jest kolosalny – z samotnego programisty syntezatorów  stał się liderem żywego zespołu, otwierając sobie drzwi do nowego rodzaju kariery gdzie parkiet taneczny kurczy się i oddala, a możliwości repetycji są nieskończone – Chal Ravens, Pitchfork.

Recenzja James Holden & The Animal Spirits – „The Animal Spirits” na Nowamuzyka.pl Opisy pozostałych artystów są dostępne stronie Festiwalu Jazz Jantar. Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku: Nowamuzyka.pl Read More




Leave A Comment

More News

All About Music

Nowamuzyka.pl

Hip-Hop.pl - Najważniejsze

Disclaimer and Notice:WorldProNews.com is not the owner of these news or any information published on this site.